Stary przyjaciel rodziny - rozmowa z Jerzym Prokopiukiem

Jerzy Prokopiuk - gnostyk, antropozof i badacz myśli ezoterycznej, odpowiada na pytania o poszukiwanie wewnętrznego oświecenia, przyszłość cywilizacji oraz rolę Nieznanego Świata w procesie zmiany świadomości pokoleń


rozmawiał Wojciech Chudziński, NŚ 10/2020

(...)

• Porozmawiajmy teraz o niełatwych czasach, w których przyszło nam przejąć pałeczkę po Marku. Otóż wydaje się, że żyjemy dziś w okresie przełomu, że jesteśmy świadkami zmiany paradygmatu, o której Thomas Kuhn pisze, iż "świat naukowy zmienia się [wówczas] jakościowo i jest jakościowo wzbogacany przez fundamentalnie nowe fakty i teorie". Czy owe "nowe fakty i teorie rzeczywiście zmienią naszą globalną świadomość?

- Odpowiem tak: faktycznie żyjemy w czasach przełomu. Jest to przełom nie tylko w ramach paradygmatu naukowego, lecz także - w szerszym znaczeniu - w obrębie całej cywilizacji i kultury współczesnej. Materialistyczny rdzeń naszej cywilizacji, czyli nauka i technika, jako fundamenty kapitalizmu, ciągle jeszcze trzyma się mocno, a nowy paradygmat, o którym pisał Kuhn, pojawia się jedynie na marginesach paradygmatu panującego. Przede wszystkim jednak, co jest najważniejsze - pozostaje obecny w twórczości najwybitniejszych przedstawicieli współczesnej nauki. Marginesy te mają zatem pierwszorzędne znaczenie. Czy nowe fakty i teorie zmienią globalną świadomość w sensie masowym, jest ciągle jeszcze wątpliwe. Ale jak wiadomo, woda, przy całej swej łagodności, drąży kamień. W tym wypadku także zmiana zaczyna się od tego, co najbardziej twórcze, zwrócone w przyszłość, czyli w dorobku najwybitniejszych ludzi nauki. Dopiero wtórnie przechodzi ona na poziom szeregowego odbiorcy.

Przeglądaj spis treści numeru 10/2020 lub zamów wersję elektroniczną NŚ

Czy Pana zdaniem kierunek, w jakim zmierza nasza cywilizacja, daje szansę na rozwój lub choćby przetrwanie? Nie da się bowiem ukryć, że w debacie dotyczącej tego tematu dominuje obecnie pesymizm.

- Kierunek, w jakim zmierza ta cywilizacja, to kurs na katastrofę. Dawniej mówiłem o tym prywatnie, a nawet dyskrecjonalnie, teraz jednak mogę ogłosić to publicznie, a mianowicie: jestem katastrofistą! Uważam, że znajdujemy się na początku ruinacji cywilizacji, w której aktualnie żyjemy, przy czym mam na myśli oba jej nurty, zarówno ten fideistyczny jak i scjentystyczny. One wcześniej między sobą walczyły, ale w pewnym momencie jakoś się dogadały. Ksiądz Aleksander Posacki jest tego najlepszym dowodem - mąż uczony, a jednocześnie fideista, który atakuje mnie przy każdej sposobności... Ostatnio w Radio Maryja. Ale w moim przypadku ten pesymizm, to tak naprawdę optymizm, ponieważ, jak wiemy z rozwoju cywilizacyjnego, nie będzie niczego nowego, jeśli stare nie umrze... Max Planck powiedział kiedyś, że nowy paradygmat przyjmie się dopiero wówczas, gdy wymrą zwolennicy starego. I tak powinno być: stara cywilizacja musi skompromitować się i upaść, aby pojawiło się nowe.

Przy czym lista owych "czynników upadku" jest zapewne długa?

- W istocie. Wojny, to pierwsza sprawa, potem zarazy, tsunami i wulkany, dewastacja przyrody. Czyli katastrofa cywilizacyjna, techniczna - nasz fundament. No i czynnik społeczny. Bardzo ważny. U Arnolda Toynbee'ego można znaleźć taką koncepcję, że np. Rzym obaliła podwójna inwazja: proletariatu wewnętrznego i proletariatu zewnętrznego. U nas wewnętrzny stanowi kultura masowa...

To jedynie fragment artykułu. Pełną wersję przeczytasz w NŚ 10/2020 dostępnym także jako e-wydanie.

Bieżący numer



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.